Za nami pierwsze 
czytanie projektu ustawy 
o odnawialnych źródłach. Przedstawiciele branży OZE chcą go jeszcze zmienić.

21212111

Inwestorzy wyczekiwali tej chwili prawie cztery lata, bo brak zapisów dotyczących przyszłego systemu wsparcia zielonej energetyki powstrzymywał rozwijanie przez nich projektów.

Zbyt długie prace nad projektem ustawy o OZE już zbierają plon. Negocjacje sprzedaży projektów farm i  już działających turbin trwają dłużej i są trudniejsze. Mimo to – jak mówi Eligiusz Krześniak, partner w kancelarii Squire Patton Boggs – na rynku sporo się dzieje i oferty są zarówno po stronie kupujących, jak i sprzedających.

Jednak przedstawiciele branży OZE zamierzają walczyć o wprowadzenie kilku poprawek do projektu na etapie prac parlamentarnych. – Chodzi nam głównie o korektę systemu wsparcia opartego na zielonych certyfikatach, żeby nie występowała tak duża ich nadpodaż na rynku. Będziemy też postulować, by wykreślono z projektu zapisy dyskryminujące energetykę wiatrową – mówi Arkadiusz Sekściński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Chodzi np. o ograniczenie wolumenu przetargów dla instalacji pracujących mniej niż 4 tys. godzin rocznie, a także regulacje dotyczące sztywnego rozliczania ilości wyprodukowanych zielonych megawatogodzin w okresach trzyletnich.

Z kolei branża mikroinstalacji OZE chce się włączyć w prace komisji sejmowych, by przedstawić swoje stanowisko. Zależy im na zastąpieniu zapisów mówiących o odkupie zielonej energii po cenie 80 proc. rynkowej wartości i wprowadzeniu gwarantowanych cen  odkupu w zależności od mocy instalacji. Drugi postulat dotyczy objęcia regulacjami  nie tylko rynku energii, ale także ciepła.

www.ekonomia.rp.pl