Polski rząd w roku 2009 proponował, żeby w każdej polskiej gminie do 2020 roku powstała biogazownia przetwarzająca rośliny energetyczne i odpady rolnicze w biogaz. Projekt się nie udał, ale biogazownie powstawały.

Ambitny rządowy projekt nie został jednak zrealizowany, często za sprawą protestów mieszkańców, którzy nie godzili się, żeby w okolicy inwestor wybudował tego rodzaju instalację. Inaczej sytuacja wyglądała w Wojnach-Wawrzyńcach, gdzie mieszkańcy chwalą sobie istnienie biogazowni w pobliżu ich posesji.

– Nie obserwujemy przypadków, żeby mieszkańcy zgłaszali niedogodności wynikające z naszych działań. Dysponujemy najnowszą technologią, która ogranicza przykry zapach, ponadto dajemy zatrudnienie mieszkańcom okolicznych miejscowości, kontraktujemy z rolnikami płody rolne, kukurydzę. Sprzedajemy też pasze i mamy wielu klientów-rolników z okolic – wyjaśnia pracownik firmy.

Mieszkańcy to potwierdzają. – Nie da się odczuć, żeby we wsi coś śmierdziało. Może czasem jest tu większy ruch, ale poza tym to mamy przede wszystkim korzyści z biogazowni. Bierzemy wysłodki, sprzedajemy tam kukurydzę, a parę osób dostało pracę. Kilka lat temu zbierane były podpisy mieszkańców, czy godzą się na budowę, i większość się podpisywała – mówi Lubowicka Agnieszka, mieszkanka Wojen-Wawrzyńc. -Wzmożony ruch jest normalny, mi to w ogóle nie przeszkadza, a smród? Może gdzieś bliżej biogazowni tak, ale we wsi nic nie czuć – dodaje Pani Iwona W.
Jak się więc okazuje, gdyby do skutku doszła realizacja rządowego projektu sprzed lat, więcej gmin skorzystałoby z funkconowania biogazowni. Przykład z gminy Szepietowo pokazuje, że życie przy biogazowni to nie smród i brud, a pieniądze i współpraca.

źródło: halomazowieck.pl